![]() |
![]() |
||
|
![]() |
zgłoś imprezę |
![]() |
![]() |
![]() |
||||||||||||||||||||||||
PIOTR SZCZEPAŃSKI: Mechanizmy popkultury
Piotr Szczepański to autor głośnego dokumentu „Generacja C.K.O.D.” (nagrodzony Grand Prix – Złotym Lajkonikiem na Ogólnopolskim Festiwalu Filmowym w Krakowie) oraz debiutu fabularnego „Aleja gówniarzy”. W swoich filmach jest zarówno operatorem, scenarzystą i reżyserem. Na swoim koncie ma ponad setkę reklam i teledysków. W czerwcu będzie można zobaczyć jego filmy oraz spotkać się z nim: 6. w Rudzie Śląskiej i 12. w Bytomiu. Przed spotkaniami z reżyserem zadaliśmy mu parę pytań. ![]() Piotr Szczepański: Staram się opisywać rzeczywistość. To, co znam. Jakiś fragment rzeczywistości, z którym się stykam. Tak było w dokumencie „Generacja C.K.O.D.”, gdzie pokazałem ludzi, którzy starali się zaistnieć w showbiznesie, robili muzykę i w ciągu dwóch lat stali się gwiazdami. To była próba opisania tego, co czas robi z ludźmi. Natomiast w przypadku fabuły opowiedziałem o problemie, jaki bohater ma ze sobą, o takim momencie w życiu, kiedy wkracza się w dorosłość i trzeba podjąć decyzję, co dalej ze sobą robić. Bohater nie bardzo wie, co zrobić, wiec wybiera najprostszą drogę i wyjeżdża z Łodzi do Warszawy. Wracając do prawdy – jest to u mnie próba opisu jakiegoś problemu, który nurtuje mnie i moich znajomych w danym momencie życia. Czy z perspektywy czasu, który minął od realizacji filmu „Generacja C.K.O.D.” uważasz, że muzycy zespołu są buntownikami, czy niewolnikami własnego wizerunku buntownika? Film ten doskonale pokazuje, w jaki sposób można zaplątać się w pewną sytuację, brnąć w nią i stracić na autentyczności. W przypadku Cool Kids Of Death oraz ogólnie osób działających w showbiznesie (czy to muzycznym, filmowym, czy literackim) mogą one prowadzić dialog ze swoim wizerunkiem medialnym, próbować wpływać na niego. „Generacja C.K.O.D.” to film o tym, jak wizerunek medialny wymyka się spod kontroli twórcy. Muzycy starali się potem to przewartościować. Skąd taka forma filmu „Aleja gówniarzy”? Czy związana jest ona z twoimi poprzednimi doświadczeniami: realizacją teledysków, pracą w reklamie? Na pewno filmowe reklamy są nawiązaniem do tego, co robiłem poprzednio – czyli właśnie pracy w reklamie. Natomiast trzy przenikające się płaszczyzny narracyjne wynikają z tego, że akcja filmu dzieje się w ciągu jednej nocy i opowiada o dwójce bohaterów, którzy już nie są razem, a kiedyś byli. Trzeba to jakoś skontrapunktować. Z jednej strony są to retrospekcje z ich związku nagrywane telefonem komórkowym. Dzięki sekwencjom nagrywanym na telefonie komórkowym osiągnąłem efekt dokumentalnej intymności. Udało się to dlatego, że dwójka głównych aktorów jest też parą prywatnie. Reklamy Łodzi – „Łódź – miasto przyszłości” są kontrapunktem do tego, że główny bohater chce wyjechać z tego miasta. Nawiązuje to też do kampanii promocyjnej Nowego Jorku, podczas której występowały osoby związane z filmem i z miastem jednocześnie m.in. Woody Allen, Martin Scorsese, Robert De Niro. W reklamówkach o Łodzi analogicznie występują ludzie związani z Łodzią. Można je odbierać ironicznie, ale można też odbierać jako idealistyczną wizję tego miasta. Ostatnia reklama, w której występuje Józef Robakowski, łamie jednoznaczność tego przekazu. „Aleja gówniarzy” nawiązuje moim zdaniem do nowej fali francuskiej i niezależnego kina amerykańskiego. Jak wpływa na ciebie to, co oglądasz i czym się inspirowałeś przy realizacji tego filmu? Oglądam masę różnych rzeczy i inspiracje płyną zewsząd. Jak pisałem scenariusz „Alei gówniarzy”, to rzeczywiście oglądałem dużo Godarda i mnie to fascynowało. Stąd wynika formuła tego filmu – jest ona nielinearna, nieklasyczna, pozbawiona klasycznych punktów zwrotnych. Oprócz tego w filmie jest masa różnych cytatów, mrugnięć okiem do filmów, które lubię: do „Ziemi obiecanej” Wajdy, „Powiększenia” Antonioniego czy „Gwiezdnych wojen”. Założyłem sobie, że nie ma co się silić na odkrywczość i oryginalność, lecz po prostu można bawić się elementami popkultury. To oddaje świat głównego bohatera, który jest tak skonstruowany, że nie dostrzega rzeczy pięknych i nowych, ale uważa, że wszystko już było. Jesteś operatorem filmowym, czym są dla ciebie zdjęcia w filmie? Trzeba przede wszystkim opowiedzieć historię albo prowadzić bohatera, jeśli film jest oparty na postaci głównego bohatera, albo sugestywnie prowadzić akcję, jeśli film jest oparty na akcji. Są też filmy, gdzie zdjęcia pełnią funkcję czysto estetyczną. Po prostu ma być ładnie, bo film jest rozrywką, a widz przychodzi do kina zobaczyć kawałek innego świata, niż ten, który ma za oknem. W przypadku mojego filmu nie była to kwestia uwznioślenia świata poprzez piękne obrazy, chodziło o oddanie rzeczywistości, czasami paradokumentalnie, 1:1. Estetyzacja nastąpiła poprzez selekcję przy kadrowaniu. Obraz nie jest więc tak chropawy, brudny, jaki mógł być w pierwotnym założeniu. Jaka jest charakterystyczna cecha, którą widzisz w pokoleniu dzisiejszych trzydziestolatków? W „Alei gówniarzy” nie widać żadnej nici porozumienia między młodymi a ich rodzicami. Czy boisz się tego, że w pewnym momencie życia człowiek zatraca pewną zdolność widzenia świata głębiej i wpada w rutynę? Z wiekiem człowiek traci czujność, świat go otumania i zaczyna zwyczajnie się godzić na to, co jest wokół niego. Oczywiście jest to uogólnienie jako takie, ale z biegiem czasu stajemy się tacy, jak nasi rodzice. Ale są jednostki, które ciągle czegoś szukają, próbują coś zmieniać, nie są zadowolone ze status quo, ciągle świeżo patrzą na świat. Czy są filmy polskich, młodych twórców, które cię przekonują? Jestem pod wrażeniem dwóch filmów z ostatnich lat. Pierwszy z nich to „Teraz ja” Ani Jadowskiej. Kiedy ona kręciła ten film, ja pisałem swój i kiedy zobaczyłem pierwszą okładkę tego filmu, to stwierdziłem, że bohaterka filmu „Teraz ja” odeszła od kogoś takiego, jak mój bohater. Jest to bliski mi film, opowiada o tym, co interesuje mnie teraz w kinie. Drugi film to „Z odzysku” Sławka Fabickiego. Imponuje mi w sensie warsztatu, sprawności opowiedzenia historii i sugestywności pokazanego świata. Nie godzę się z zarzutami, które padały odnośnie tego filmu, o schematyzm, przewidywalność, przeczernioną wizję rzeczywistości. Czy teraz, z perspektywy czasu, zmieniłbyś coś w „Alei gówniarzy”? Ciągle się chce coś zmienić. Nie mogę tego filmu oglądać, bo ciągle widzę szwy, widzę jakieś dłużyzny, z drugiej strony są sceny, które można wydłużyć. Z pewnością skróciłbym jeszcze ten film. Czy bierzesz pod uwagę film według cudzego scenariusza, czy chcesz realizować tylko własne autorskie pomysły? Czy bierzesz pod uwagę młodą polską literaturę, która ma spory niewykorzystany potencjał? Myślę o tym, by poszukać scenariusza napisanego przez kogoś lub scenariusza na podstawie książki. Nawet mam coś na biurku – adaptację dość znanej książki. Ale nie chcę o tym mówić, by nie zapeszyć. Na pewno musi to być historia, która mnie dotknie i temat, który mnie poruszy. rozmawiał: Adrian Chorębała | zdjęcie: arch. P. Szczepańskiego ultramaryna, czerwiec 2007 KOMENTARZE: nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi.... SKOMENTUJ: |
![]() |
![]() ![]()
![]() |
||||||||||||||||||||||||
![]() |
![]() |
![]() |
Ultramaryna realizuje projekt pn. „Internetowa platforma czasu wolnego” współfinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach RPO WSL na lata 2014-2020. Celem projektu jest zwiększenie innowacyjności, konkurencyjności i zatrudnienia w przedsiębiorstwie. Efektem projektu będzie transformacja działalności w stronę rozwiązań cyfrowych. Wartość projektu: 180 628,90 PLN, dofinansowanie z UE: 128 035,50. |
![]() |
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2022, wszystkie prawa zastrzeżone |